Wzgórze młynarza” to powieść o kilku wątkach, ale wydaje się, że w pierwszej kolejności książka ta opowiada o życiu szczęśliwym. Nie bez powodu zapewne autor nazywa głównego bohatera Piotrem Bonerskim. Po francusku szczęście to przecież „bonheur”, a swojej fascynacji Francją, a zwłaszcza Paryżem, i wszystkim co się z nimi wiąże, Krzysztof P. Łabenda ukryć nie potrafi.

Owo życie szczęśliwe znajdziemy w odzyskanej po latach miłości wspomnianego już Piotra Bonerskiego i Małgorzaty Perkowsky. Ta ich miłość (równie wspaniale opisana we wcześniejszej powieści tegoż autora pt. „Pierścionek z cyrkonią”), która pojawiła się na rok przed maturą bohaterów czekała na swoje spełnienie przez całe dziesięciolecia, by wreszcie, za sprawą przypadku, szczęśliwie rozkwitnąć u schyłku życia niegdysiejszych szaleńczo w sobie zakochanych licealistów.



Szczęście jakie emanuje ze stronic „Wzgórza młynarza” czeka na Piotra i Małgorzatę także i w świecie seksu. Sceny erotyczne w tej powieści są nakreślone z umiarem i nie przekraczają granic dobrego smaku.

Kiedy się czyta opisy miejsc bez wątpienia ukochanych przez autora to trudno nie zadać sobie pytania o to, ile z siebie autor przekazał Piotrowi Bonerskiemu, jak dalece „Wzgórze młynarza” jest powieścią autobiograficzną? Jak wiele szczęścia Krzysztofa P. Łabenda przepełnia profesora Piotra Bonerskiego? Odpowiedź na to pytanie znana jest tylko bliskim autora.

Szczęśliwy świat Piotra i Małgorzaty wypełniony jest, o czym Łabenda tak pięknie pisze, także zapachami, kolorami, doznaniami jakich może dostarczyć dobra kuchnia czy szlachetny alkohol. To także, opisywany przez autora z dużym znawstwem, świat muzyki.

Nic, a zwłaszcza ludzkie szczęście, nie może trwać wiecznie i pewnie z tego powodu autor zadecydował, że w końcowej partii powieści padną strzały z pistoletu wymierzonego w Piotra, a on… . No właśnie, przecież Piotr nie ginie w ostatniej scenie! Czyżby autor dawał czytelnikowi nadzieję na kolejną część tej mini sagi o losach Piotra i Małgorzaty? Oby!