Aleksander Janowski napisał wiele znanych powieści, jak na przykład „Specyfik”, „Sandy”, czy „Podśmiewajki, czyli pieprz w oczach”. Przez niemal całe swoje życie zawodowe był tłumaczem języka rosyjskiego, ale tak dobrym, że na międzynarodowe spotkania zabierali go Jaruzelski, Kania, Gierek i inni. W swoich podróżach służbowych zwiedził cały świat. Pracował także w ambasadzie polskiej w Moskwie, gdzie miał kontakty z wieloma dygnitarzami ówczesnej polityki. Doświadczenia zawodowe na arenie międzynarodowej polityki, i nie tylko, zaprezentował w swojej najnowszej książce „Tłumacz – część II”.

Autor po wielu latach zdradza kulisy ciekawych sytuacji, jak na przykład, gdy był wypytywany i nieoficjalnie proszony o opinie przez zachodnich polityków, co stanowiło dla nich element pracy wywiadowczej. Tak więc pan Janowski miał szereg okazji, aby w sposób ukryty wpływać odrobinę na losy Polski. Spójrzmy jak tydzień przed stanem wojennym, zapytany o sytuację wewnętrzną kraju, odpowiedział zachodnim korespondentom i dyplomatom:



Policzmy, mamy dziś sobotę… piątego, praktycznie zbliża się północ. Jutro jest szósty grudnia. Święta Bożego Narodzenia przypadają za niepełne trzy tygodnie. Polska jest krajem katolickim – nikt, nawet Jaruzelski, nie odważy się ogłosić stanu wyjątkowego na same Święta. W niedzielę 20 grudnia będzie za późno, to jest termin zbyt bliski Świąt. Takie operacje na całym świecie przeprowadza się zazwyczaj o świcie, właśnie w niedzielę. Jeśli nie czynią przygotowań w tej chwili, następnym nieprzekraczalnym terminem będzie niedziela 13 grudnia. Zachodni dyplomaci naraz zaczęli się żegnać. Rozumiem, pognali do swoich ambasad nadawać pilne depesze”.