W literackim uniwersum pojawiła się Alicja Masłowska-Burnos z powieścią „Nie wchodź w moją ciszę”. Bohaterką tej powieści jest Maja, pracoholiczka, perfekcjonistka. Zimna, pewna siebie, o odpychającej osobowości trzydziestodwuletnia singielka.

No dobrze, chyba robię się głodna. Idę na rynek coś zjeść. Mężczyźni dziwnie mi się przyglądają. Zdążyłam się przyzwyczaić. Czy atrakcyjna kobieta, do cholery, nie może być sama? Tak, sama nie samotna. Sama nie równa się samotna. Wolę x-boxa, wieczorami wino, książki i dobry sex bez zobowiązań zamiast tego całego rodzinnego zgiełku.

Maja wie, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Zatapia się w odmętach pracy, z wyższością patrzy na otaczający ją świat, szybko pnie się po szczeblach zawodowej kariery. Do czasu.



Kiedy pozna Adama i kiedy się w nim zakocha, Maja zacznie się zmieniać. Na lepsze, bo miłość już tak działa. Niestety w przestrzeni zawodowej będzie musiała się zmierzyć z intrygą, która doprowadzi bohaterkę do osobistej tragedii.

To niejednorodna gatunkowo powieść. Na początku autorka każe czytelnikowi sądzić, że dostał kolejny romans mocno nasycony erotyką. Z czasem jednak coraz wyraźniej zaczną pojawiać się elementy psychologiczne, by w końcu gatunkowo wkroczyć na terytorium kryminału i dramatu.

„Nie wchodź w moją ciszę” można też traktować, jako odbicie współczesnej polskiej rzeczywistości oraz fragment portretu współczesnych trzydziestokilkulatków.

Do przeczytania.