Erasmus” jest debiutem literackim Anny Forestern. Tytuł może sugerować, że książka zawiera nudny opis studenckiego trudu w zdobywaniu wiedzy na międzynarodowej wymianie. Tymczasem autorka skupia się na zupełnie innej stronie Erasmusa – obyczajowości.

Każdy, kto choć trochę studiował wie, że życie akademickie (jeśli nie studiuje się medycyny lub prawa) bywa czasem niezwykle barwnych doświadczeń. Jeśli do tego dołożymy obcy kraj, w którym jesteśmy nieznani, intensywność tych barw mocno się wzmaga.

Anna Forestern opisuje dziesięć miesięcy studenckiego życia w hiszpańskiej La Coruni. Znad książki unoszą się opary alkoholu, czasami narkotyków i odgłosy nieskrępowanych aktów seksualnych.

Na bardziej pogłębione refleksje czytelnik raczej nie ma co liczyć, mimo że autorka podejmuje takie próby:



powiem ci, że nasza wolność tutaj polega też na tym, jak nasze doświadczenia, będące dość często wykraczaniem poza wszelkie granice kultury, rozsądku, nie wspominając o dobrym zachowaniu, ukształtują nas i jak dzięki nim będziemy funkcjonować w przyszłości. Niektórzy nie wyniosą z Erasmusa żadnej lekcji na przyszłość, ale nie zapominajmy, że ten program uczy samodzielności, mieszkania z innymi ludźmi, umiejętności poradzenia sobie w sytuacji, gdzie rodzina jest bardzo daleko, ale przede wszystkim pokory. Tutaj na wydziale nikt cię nie zna, pani z dziekanatu nie załatwi ci czegoś od ręki, a wykładający nie wiedzą, jakie miałeś oceny w szkole, więc musisz sam sobie na wszystko zapracować.

Erasmus” jest swego rodzaju fotografią. Co na niej widać? Przede wszystkim dysonans między bardzo szeroką wolnością a młodymi ludźmi, którzy jej doświadczają, lecz najczęściej do niej nie dojrzali…